Recenzja książki Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, "Biblioteka Myśli Współczesnej", PIW, Warszawa 1994. Z: Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, "Realizm. Racjonalność. Relatywizm", Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, s. 351-369. [1]Autor tej książki [2] urodził się w 1941 roku. Studiował i obecnie pracuje na Uniwersytecie Oxfordzkim. W 1976 roku opublikował bestseller The Selfish Gene, [3] którego kontynuacją była książka The Extended Phenotype (Fenotyp poszerzony, 1982). Jest też autorem książki River Out of Eden. [4] Omawiana poniżej książka ukazała się w języku angielskim w 1986 roku.
Jak i poprzednie książki Dawkinsa, także i ta spotkała się w Polsce z entuzjastycznym przyjęciem: "'Ślepy zegarmistrz' jest napisany - podobnie jak pozostałe książki Dawkinsa - w sposób wyjątkowo klarowny, precyzyjny i przystępny nawet dla zupełnego laika. (...) Autor z żelazną logiką rozprawia się z narosłymi wokół teorii ewolucji mitami (...)". [5] A znany polski biolog, Henryk Szarski, tak ocenia kompetencję i pisarstwo Dawkinsa: "łącząc różne dziedziny i oryginalnie je oświetlając, zdołał doprowadzić do nowego sposobu patrzenia na wiele faktów (...). Dawkins znakomicie zwalcza te i inne argumenty. Nie oszczędza miejsca, lecz wyjaśnia każde zagadnienie szeroko i przystępnie, bez skoków myślowych". [6] Panegiryk Szarskiego ukazał się, o dziwo, w miesięczniku katolickim.
W prezentowanej recenzji nie interesuje mnie merytoryczna słuszność lub niesłuszność biologicznych poglądów Dawkinsa bądź przeciwników, z którymi walczy. Zajmuję się tym, co w tej książce najważniejsze - jej warstwą ideologiczną, próbą zaprzęgnięcia nauki do walki z religią i nierzetelnym sposobem realizowania tego celu.
Jesteśmy przyzwyczajeni do koncepcji, że złożoność i elegancja obiektu to świadectwo przemyślanego zamiaru i projektu. (s. 17)Ale padamy ofiarą złudzenia:
Biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie celowego zamysłu. (s. 21)
Żywe efekty działania doboru naturalnego sprawiają wrażenie przemyślanego projektu, jak gdyby zaplanował je prawdziwy zegarmistrz. (s. 47)Do wyjaśnienia, dlaczego takie obiekty istnieją, nie jest potrzebna teoria Rozumnego Stwórcy.
Wbrew wszelkim pozorom jedynym zegarmistrzem w przyrodzie są ślepe siły fizyczne (...). Dobór naturalny - odkryty przez Darwina ślepy, bezrozumny i automatyczny proces, o którym wiemy dziś, że stanowi wyjaśnienie zarówno istnienia, jak i pozornej celowości wszystkich form życia - działa bez żadnego zamysłu. Nie ma ani rozumu, ani wyobraźni. Nic nie planuje na przyszłość. Nie tworzy wizji, nie przewiduje, nie widzi. Jeśli w ogóle można o nim powiedzieć, że odgrywa w przyrodzie rolę zegarmistrza - to jest to ślepy zegarmistrz. (s. 27)
Dobór naturalny to ślepy zegarmistrz - ślepy, bo nie patrzy w przód, nie planuje konsekwencji, nie ma celu. (s. 47)
Nasze własne istnienie stanowiło niegdyś największą ze wszystkich tajemnic świata, ale zagadka została już rozwiązana. Wyjaśnili ją Darwin i Wallace (...). (s. 13)
Darwinowski światopogląd jest prawdziwy (...) jest to jedyna znana dziś koncepcja, która w ogóle może - choćby tylko w teorii - wyjaśnić tajemnicę naszego istnienia. (s. 14)itd.
Nie znaczy to, że Dawkins ogranicza się do gołosłownych twierdzeń. Daje też ciekawe ilustracje przebiegu ewolucji. Ale dotyczą one nie rzeczywistego świata ożywionego, lecz raczej programów komputerowych (wyłaniania się sensownego zdania z chaosu liter i otrzymywanie "zwierzopodobnych" rysunków). Wszystkie jego przykłady zakładają jednak coś, co kreacjoniści negują. Na domiar złego Dawkins założenia tego nie analizuje ani nawet nie werbalizuje: że na każdym etapie rozwoju ewolucyjnego mogą i pojawiają się mutacje mające wartość przeżycia. Jak wiadomo, kreacjoniści dopuszczają zmienność jedynie w pewnych granicach, po osiągnięciu których praktycznie nie istnieje możliwość mutacji (rozumianej gradualistycznie, jako niewielkiego kroczka) korzystnej dla organizmu. Odróżniają więc, za ewolucjonistami zresztą, mikroewolucję i makroewolucję (za Gouldem) albo inaczej: subspecjację i transspecjację (za Dobzhanskym, Ayalą, Stebbinsem i Valentine'em) akceptując pierwszą i odrzucając drugą. [9]
Jeśli chodzi o bardzo sugestywny przykład otrzymywania sensownego zdania z bezsensownego ciągu liter, to w literaturze przedmiotu wskazuje się (Adam Łomnicki), że "Ta analogia Dawkinsa nie jest najlepsza, ponieważ dobór naturalny niczego nie zakłada i do niczego nie dąży, a tu założyliśmy pewne sensowne zdanie, do którego losowy zestaw liter i pustych miejsc ma dojść". [10]
O modelu komputerowym wspomina w następnym fragmencie omawianego typu (to jest typu "wbijania" prawdy do głowy):
Dobór kumulatywny - obojętne czy w postaci doboru sztucznego w modelu komputerowym, czy też jako dobór naturalny w prawdziwej przyrodzie - to skuteczny program poszukiwawczy, a jego efekty bardzo przypominają skutki działania twórczej inteligencji. (s. 115)Oczywiście, wniosek ten uzasadniony jest w książce jedynie dla modelu komputerowego, ale czy to trudno rozszerzyć go "w głowie" i na dobór naturalny?
Ostatecznie po wielokrotnie powtarzanych zapewnieniach o prawdziwości modelu darwinowskiego znikają wszelkie wątpliwości. Czytelnik musi już wiedzieć:
Teoretycznie rzecz biorąc, skakanie mogłoby doprowadzić do sukcesu szybciej - za jednym susem. Ponieważ jednak szansa, że to się uda, jest znikomo mała, jedyny sensowny sposób to sekwencja małych kroków, z których każdy buduje na sumarycznym sukcesie kroków poprzednich.Jak już wiemy... Oczywiście, nie przeszkadza mu to, że owa "wiedza" to raczej rezultat wielokrotnej repetycji niż argumentacji.Sformułowania powyższych akapitów prowadzić mogą do nieporozumienia, które trzeba od razu wyjaśnić. Brzmią one tak, jak gdyby ewolucja dążyła do odległych celów, prowadziła do takich obiektów jak na przykład skorpiony. Jak już wiemy, tak nie jest. (s. 125-126)
Dawkins nie wypowiada jedynie ogólnych twierdzeń o prawdziwości teorii ewolucji. Wypowiada też (również bez uzasadnienia) uszczegółowienia tych ogólnych twierdzeń, na przykład takie:
W efekcie działającej przez wiele pokoleń kumulatywnej ewolucji storczyków trutnie pszczół doprowadziły do powstania pszczołowatego kształtu pewnych storczyków, gdyż usiłowały kopulować z ich kwiatami i przenosiły dzięki temu ich pyłek. (s. 111)Pomijam już "drobiazg", że podany przez Dawkinsa przykład nie jest przykładem ewolucji (makroewolucji), na temat którego trwa spór między kreacjonistami i ewolucjonistami (nie ma tu przekształcania się jednego typu, jak mówią kreacjoniści, [11] w drugi). [12] Jak już wspomniałem, taką "ewolucję" kreacjoniści śmiało mogą zaakceptować i akceptują. Tu chcę zwrócić uwagę tylko na to, że twierdzenie o (mikro)ewolucji storczyków jest podane bez cienia uzasadnienia. Mamy w to po prostu wierzyć i już! [13]
Ale mówi też i o prawdziwej ewolucji (makroewolucji):
Posługując się mniej lub bardziej abstrakcyjnym rozumowaniem, doszliśmy zatem do wniosku, że można sobie wyobrazić taką sekwencję X-ów - z których każdy jest dostatecznie zbliżony do swego sąsiada, by można go było w owego sąsiada przekształcić (...) (s. 131)Cytowany wyżej abstrakcyjny schemat wypełnił treścią analizując jeden przykład - ewolucję oka (później także płuc i skrzydeł). Krytykował na przykład zacytowany duży fragment antydarwinisty Hitchinga [14] z książki The Neck of the Giraffe or Where Darwin Went Wrong (Szyja żyrafy, czyli gdzie tkwi błąd Darwina). Skupił się jednak na pewnym niefortunnym zdaniu Hitchinga, słusznie zdanie to obalił, a nawet ośmieszył, niedostrzegając (lub nie chcąc dostrzec) znacznie mocniejszego wątku w zacytowanym fragmencie książki Hitchinga. Żeby ujrzeć sposób argumentowania Dawkinsa w tej sprawie, przytoczę najpierw za nim wspomniany fragment książki Hitchinga:
Po to, by oko działało, zajść muszą co najmniej następujące, ściśle ze sobą skoordynowane zdarzenia (dotyczy to także jednoczesnego wystąpienia wielu innych, ale nawet ogromnie uproszczony opis wystarczy, żeby wskazać kłopoty, na które natrafia teoria darwinowska). Oko musi być czyste i wilgotne. W tym stanie utrzymuje je współdziałanie gruczołu łzowego i ruchomych powiek, których rzęsy działają też jako filtr przeciwsłoneczny. Światło przechodzi następnie przez mały przezroczysty fragment zewnętrznej warstwy ochronnej (rogówka), a potem dalej przez soczewkę, która ogniskuje je z tyłu na siatkówce. Tam 130 milionów światłoczułych czopków i pręcików powoduje reakcje fotochemiczne, przekształcające światło w impulsy elektryczne. Około miliarda takich impulsów w nie całkiem zrozumiały sposób przekazywanych jest co sekundę do mózgu, który odpowiednio na to reaguje.Wywód ten Dawkins nazwał "zdumiewającym" i skoncentrował swoją krytykę na pierwszym zdaniu po drugim akapicie cytatu. Ludzie mają różne wady wzroku - są krótkowidzami, astygmatykami, daltonistami. Jakiś jednak obraz u nich powstaje, a nawet mętny obraz jest lepszy od braku obrazu! [15] Podobnie nieprawdziwe jest twierdzenie Hitchinga, że soczewka i siatkówka nie są zdolne do oddzielnego funkcjonowania - przekonały się o tym osoby po operacji katarakty. Bez soczewek widzi się bardzo źle, ale jest to lepsze niż nic.Otóż jest zupełnie oczywiste, że gdyby cokolwiek po drodze było nie w porządku - gdyby rogówka rozproszyła światło, źrenica nie rozszerzyła się, soczewka zmętniała albo nie zogniskowała promieni świetlnych na siatkówce - wówczas nie powstałby żaden rozpoznawalny obraz. Oko albo funkcjonuje jako całość, albo wcale nie działa. Jak w takim razie mogłoby powstać wskutek ewolucji darwinowskiej, dzięki powolnym, nieustannym, nieskończenie małym ulepszeniom? Czy naprawdę można przypuścić, że tysiące i tysiące przypadkowych mutacji szczęśliwie wydarzyło się w taki sposób, że soczewka i siatkówka - niezdolne do funkcjonowania oddzielnie - ewoluowały jednocześnie i synchronicznie? Jaką wartość przystosowawczą ma oko, które nie widzi? (s. 133-134)
Choć w cytowanym wyżej za Dawkinsem fragmencie książki Hitchinga ten ostatni popełnił istotne błędy wytknięte mu natychmiast niemiłosiernie, to jednak Dawkins nie skomentował i nie skrytykował istoty argumentu Hitchinga. Jest to tzw. argument z nieredukowalnej złożoności (argument from irreducible complexity). Głosi on, że w organizmach biologicznych istnieją takie złożone struktury, których elementy funkcjonują łącznie, albo nie funkcjonują wcale, i które w związku z tym musiały powstać jednocześnie. [16]
Proszę jeszcze raz przyjrzeć się cytatowi z książki Hitchinga. Zwroty, "ściśle ze sobą skoordynowane", "jednoczesne wystąpienia", "ewoluowały jednocześnie i synchronicznie" świadczą, że Hitching argumentował na podstawie tzw. nieredukowalnej złożoności. Konkretyzacja ogólnego schematu argumentu z nieredukowalnej złożoności nie zawsze bywa trafna w szczegółach - Hitching dla przykładu błędnie przyjął, że soczewka i siatkówka muszą funkcjonować jednocześnie. Ale wytknięcie przez Dawkinsa błędów pewnej konkretyzacji ogólnego schematu argumentu nie obala jeszcze tego schematu. Żeby go podważyć w całości, należałoby jednak najpierw rozpoznać ten schemat, a następnie pokusić się o uzasadnienie, że nie istnieją biologiczne struktury nieredukowalnie złożone, a przynajmniej (ponieważ z reguły nie powinno się żądać od przeciwnika dowodu na nieistnienie czegoś) wygłosić wyraźne twierdzenie, że takowe nie istnieją i żądać od kreacjonistów ich wskazania (onus probandi w tym przypadku spoczywa na kreacjonistach). Wniosek kreacjonistyczny da się wyprowadzić, jeśli istnieje przynajmniej jedna taka struktura; ewolucjonistyczny - jeśli nie ma ich w ogóle. [17] Doskonale zdawał sobie sprawę z tego stanu rzeczy już Darwin:
Gdyby można było wykazać, że istnieje jakikolwiek złożony narząd, który w żaden sposób nie mógł powstać wskutek następstwa wielu drobnych modyfikacji, moja teoria kompletnie by się załamała. (s. 151)Kreacjoniści w swoich publikacjach przedstawiają sporo przykładów struktur nieredukowalnie złożonych (o jednej z nich będzie jeszcze mowa poniżej). Trzeba jednak przyznać, że dla niespecjalisty w dziedzinie biologii, jakim jest niżej podpisany, przedstawianie oka jako takiej struktury po przeczytaniu krytyki Dawkinsa wydaje się nieprzekonujące (przynajmniej w wersji Hitchinga).
Dlaczego istnienie struktur nieredukowalnie złożonych jest tak mocną
podstawą dla rozumowań kreacjonistycznych? Jest tak ze względu na niewielkie
prawdopodobieństwo korzystnych mutacji i ze względu na naturę prawdopodobieństwa
wydarzeń, które muszą zachodzić jednocześnie. Prawdopodobieństwo jednoczesnego
zajścia wydarzeń jest bowiem iloczynem prawdopodobieństw ich zajścia osobnego.
Prawdopodobieństwo pojedynczej mutacji wynosi ok. 10 Dlatego Dawkins musi kwestionować istnienie jakichkolwiek struktur nieredukowalnie
złożonych. Czasami, niestety, posuwa się przy tym do obrony jawnie fałszywych
twierdzeń. Odrzucając wątpliwość Hitchinga postawioną wcześniej przez Goulda
"Jaki mógłby być pożytek z kiepskich jeszcze form wyjściowych do struktur
użytecznych? Co daje półszczęka czy też półskrzydło?" [19]
tak pisze na temat powstania skrzydła:
Temat prawdopodobieństwa ewolucyjnego pojawienia się struktur biologicznych
wymaga jednak szerszego potraktowania, na które nie ma miejsca w recenzji. [20]
Tu chciałem tylko zwrócić uwagę na chwyty propagandowe Dawkinsa, który
koncentruje swoją uwagę na nieistotnych elementach krytykowanych przez
siebie poglądów sugerując czytelnikowi, że poglądy te obala.
Jeszcze wyraźniej widać to w omówieniu innego przykładu tego samego
rodzaju - "artyleryjskiego" wyposażenia chrząszcza kanoniera (s. 144-145).
Wg Hitchinga chrząszcz ten produkuje hydrochinon i nadtlenek wodoru, które
zmieszane mają wybuchać. Aby taką mieszaninę przechować w swym ciele chrząszcz
kanonier dodaje do niej inhibitor chemiczny, a używając jej przeciwko wrogowi
dodaje antyinhibitor sprawiający, że mieszanina znów nabiera własności
wybuchowych.
Dawkins jednak prostuje informacje podane przez Hitchinga. Mieszanina
hydrochinonu i nadtlenku wodoru nie wybucha sama, a dopiero wtedy, gdy
doda się do nich katalizator. Wystarcza to, jego zdaniem, do zdyskredytowania
i tego argumentu Hitchinga.
Otóż nie jest ważne w argumentacji Hitchinga, czy wspomniana mieszanina
wybucha z katalizatorem czy bez niego. Jej istotą jest, jak już pisałem,
zwrócenie uwagi na nieredukowalną (zdaniem Hitchinga, sam nie zajmuję stanowiska
w tej sprawie) złożoność mechanizmu występującego u chrząszcza kanoniera
- mechanizm ten funkcjonuje dopiero wówczas, gdy występują jego wszystkie
składniki, a w związku z tym pojawia się pytanie, jak cała ta struktura
mogła jednocześnie i synchronicznie ewoluować poprzez setki i tysiące małych
kroczków, skoro jest użyteczna dopiero po osiągnięciu pewnego etapu rozwoju.
"Co daje półszczęka czy też półskrzydło?".
Trzeba jednak przyznać, że Dawkins wypowiedział pogląd, jak powstała
u chrząszcza kanoniera omawiana struktura:
Powstanie od razu skomplikowanych struktur biologicznych jest - Dawkins
przyznaje - praktycznie niemożliwe. Ale nie ma potrzeby postulowania czegoś
takiego. Ewolucja gradualistyczna (postępująca seriami małych kroczków),
w trakcie której działa dobór kumulatywny, wymaga procesów, których prawdopodobieństwo
mieści się w rozsądnych i możliwych do przyjęcia granicach.
Uważny czytelnik spostrzeże jednak, że niemal wszystkie rozważania Dawkinsa
prowadzone są w sferze imaginacji. Wiąże się to chyba z zadaniem, jakie
Dawkins sobie postawił - obaleniem jedynego świadomie analizowanego w książce
argumentu kreacjonistycznego, który nazwał on Dowodem na Podstawie Niedowierzania. [22]
Dowód ten znajduje swoje źródło w możliwościach (czy raczej: niemożliwościach)
wyobrażenia sobie procesu ewolucyjnego. Analizując jeden rozdział książki
The
Probability of God napisanej przez anglikańskiego biskupa Birmingham,
Hugh Montefiore, [23]
Dawkins wyizolował następujący zestaw zwrotów charakterystycznych dla wspomnianego
dowodu:
Jak już wspomniałem, rozważania Dawkinsa prawie wyłącznie prowadzone
są w sferze imaginacji. W całej książce trudno znaleźć jakieś fakty potwierdzające
jego ewolucjonistyczne przekonania. Cały swój wysiłek koncentruje on na
przekonaniu czytelnika, że proces ewolucyjny jest wiarygodny, że nie należy
go odrzucać ufając swojej intuicji. Po przeczytaniu książki czytelnik znajduje
się pod przemożnym urokiem wizji ewolucji, która w trakcie milionów lat
poprzez niedostrzegalne zmiany stopniowo doprowadziła do pojawienia się,
ale też i do wymarcia, olbrzymiej różnorodności życia. Niewielkie mutacje
prowadziły albo do lepszego przystosowania się do istniejącego środowiska
i były preferowane, utrwalane przez dobór naturalny, albo - co było znacznie
bardziej prawdopodobne - prowadziły do gorszego przystosowania i przez
ten sam dobór były eliminowane, nie biorąc udziału "w dalszej grze".
Trzeba pamiętać, że im większa mutacja, tym mniej prawdopodobne, że
jest ona dobroczynna dla organizmu. Nie wystarczy bowiem zmiana tylko w
jakiejś jednej części organizmu. Można to zilustrować na przykładzie zmiany
silnika samolotu z tłokowego na odrzutowy. Nie wystarczy zmienić silnik,
trzeba przemodelować cały samolot tak, by pozostałe części samolotu pasowały
do możliwości nowego silnika. Im większa mutacja, tym bardziej jest prawdopodobne,
że nie będzie ona pasowała do dotychczasowej struktury lub funkcjonowania
organizmu. Dlatego neodarwiniści postulują postęp ewolucyjny poprzez mutacje
prowadzące do niewielkich efektów.
Neodarwiniści rozwinęli do perfekcji swoje sposoby perswazji. Czy jednak
wystarczy sama możliwość wyobrażenia sobie, jak postępowała ewolucja? Choć
XX-wieczna filozofia nauki wiele zrobiła pomniejszając rangę i wagę faktów
w nauce, to jednak przynajmniej dla samych uczonych fakty są jeszcze ważne
jako potwierdzenie teoretycznych rozważań.
H. Allen Orr z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis oraz Jerry A. Coyne
z Uniwersytetu Chicagowskiego dokonali przeglądu literatury na temat genetyki
adaptacji i z zaskoczeniem odkryli, że neodarwinowskie ujęcie oparte na
małych mutacjach jest słabo poparte przez znane fakty, [25]
że istnieje zaskakująco mało badań genetycznych nad adaptacją. [26]
Orr i Coyne nie są kreacjonistami:
Rozumowanie odwołujące się do Wyrafinowanego Niedowierzania musi mieć
charakter dowodu pośredniego. Amerykański myśliciel, Henry David Thoreau
(1817-1862), dał kiedyś przykład takiego dowodu pośredniego, który może
być dla kreacjonistów bardzo pouczający. Jeśli znajdziemy pstrąga w kance
z mlekiem, to rozsądne jest uznać, że ktoś o dziwnym poczuciu humoru lub
o niekonwencjonalnych poglądach na temat przechowywania ryb jest przyczyną
zaobserwowanego zjawiska. Dlaczego jest to rozsądny wniosek? Dlatego, że
cała nasza wiedza o rzeczywistości wyklucza, by pstrągi w naturalny sposób,
bez pomocy czynnika inteligentnego, przebywały w kance z mlekiem.
Należy odróżnić dwa rodzaje niewiedzy. Z pierwszym mamy do czynienia
wówczas, gdy zjawisko X stale się pojawia w warunkach Y, nie znamy tylko
mechanizmu tego pojawiania się. Tego typu niewiedza nie może być podstawą
wniosku o projekcie, wniosku o tym, że przyczyną pojawiania się X-a jest
Bóg (czy jakakolwiek inteligencja).
Istnieje jednak też inny rodzaj niewiedzy - typu Pstrąg w Mleku. Cała
nasza wiedza o rzeczywistości niezgodna jest z faktem znalezienia pstrąga
w mleku. Innym przykładem może być znalezienie resztek dawnych budowli
w trakcie wykopalisk archeologicznych na pustyni lub przypadkowo napotkanych
w dżungli. To, co wiemy o pustyniach i o dżunglach, nie pozwala nam przypuszczać,
by resztki budowli były tworami powstałymi w sposób naturalny, bez udziału
inteligentnej przyczyny. Ogólnie mówiąc podstawą dla wniosku o rozumnym
projekcie może być sytuacja, że istnieje zjawisko przyrodnicze X, ale nie
można go odtworzyć w naturalnych dla niego warunkach, tj. bez ingerencji
rozumnego czynnika. Ta niemożliwość odtworzenia zjawiska X jest uzasadnieniem,
że nie istnieje naturalistyczne wyjaśnienie dla jego pojawienia się.
W sytuacji, kiedy uzasadniliśmy niemożliwość naturalistycznego wyjaśnienia
jakiegoś zjawiska, możemy mówić o Dowodzie na Podstawie Wyrafinowanego
Niedowierzania lub prościej i żartobliwie: o Argumencie Typu Pstrąg w Mleku.
Często w nauce wnioskuje się o tym, że konieczną przyczyną zjawisk lub
wydarzeń było nakierowane na cel inteligentne działanie. Wnioski takie
nie są specjalnością kreacjonistów. Dochodzi się do nich w historii, archeologii,
psychologii lub socjologii. Kreacjoniści proponują, by w dobrze uzasadnionych
przypadkach stosować je także w biologii oraz w kosmologii.
W naukach przyrodniczych Argument Typu Pstrąg w Mleku stosują nie tylko
kreacjoniści. Jego zasady są używane na przykład podczas poszukiwań inteligencji
pozaziemskich (SETI - search for extraterrestrial intelligence).
Jeszcze innym przykładem jest zdemaskowanie oszustwa z Piltdown.
W problematyce pochodzenia życia spotykamy się z analogiczną sytuacją.
W eksperymentach symulujących powstawanie "cegiełek" życia - aminokwasów
i cukrów - otrzymujemy mieszanki racemiczne, tj. praktycznie 50% prawoskrętnych
i 50% lewoskrętnych. [31]
Ale organizmy żywe używają jedynie lewoskrętnych aminokwasów do budowania
białek i jedynie prawoskrętnych cukrów do nukleotydów (genów). Stanowi
to ewolucyjną zagadkę, "jak układy ewoluujące dostrzegły jakąkolwiek różnicę
między formami prawo- i lewoskrętnymi", gdyż "zwykle reakcje chemiczne
są niewrażliwe na tę cechę". [32]
Nie jest znany żaden naturalny mechanizm rozróżniania form prawo- i lewoskrętnych
w warunkach prebiotycznych. Przypadek ten to nie proste odwołanie się do
niewiedzy, by wnioskować o inteligencji, która mogła oddzielić składniki
biomolekularne podczas powstania życia. Jest to raczej Dowód na Podstawie
Wyrafinowanego
Niedowierzania (Argument Typu Pstrąg w Mleku), gdyż przeprowadzono dziesiątki,
jeśli nie setki eksperymentów, w trakcie których powstawały jedynie mieszanki
racemiczne. Nie ma podstaw, by sądzić, że dalsze mnożenie tego typu eksperymentów
cokolwiek zmieni, [33]
choć - oczywiście - całkowitej pewności nie ma.
Uzasadnienie, iż nie może istnieć naturalistyczne wyjaśnienie zjawiska
stanowiącego podstawę wniosku o projekcie, jak wszystko w nauce ma niepewny
charakter. [34]
Ta omylność nie podważa jednak metodologicznej zasadności stosowania wspomnianego
typu wnioskowania.
Argument z niedoskonałości wymyślił Darwin odpowiadając na argumenty
Paleya. Twierdził on, że przyroda ujawnia wiele dziwnych, nieoptymalnych
i niedoskonałych projektów, jakiego nie wymyśliłby zdolny projektant. Do
ulubionych przykładów Darwina należały struktury służące do rozmnażania
storczyków i płetwy wielorybów z kośćmi podobnymi do palców, co wskazuje
na lądowych przodków. Wszystkich takich struktur należy oczekiwać od ewolucji,
która modyfikuje dostępne struktury, by ich bezpośrednio użyć i nie przewiduje
przyszłych potrzeb.
Argumentu z niedoskonałości szeroko używał Stephen Jay Gould, [36]
nazywając go "zasadą pandy", ale nie tylko on. [37]
Dawkins daje dwa przykłady niedoskonałości świadczące jego zdaniem przeciwko
istnieniu Projektanta (s. 152-157).
Pierwszy dotyczy płaskiego kształtu ciała ryb żyjących tuż przy dnie
morza. Wyróżnia się tu dwa typy rozwiązań. Jeden "praktykują" płaszczki:
ich ciało rozrosło się na boki, jest nadal symetryczne i ułożone grzbietem
do góry. Inne rozwiązanie zastosowały płastugi, flądry, halibuty i ich
krewniaki - są spłaszczone bocznie. Dawkins tak konkluduje analizę tego
przykładu:
Drugi przykład niedoskonałego projektu dotyczy budowy oka ludzkiego
(i wszystkich innych kręgowców):
Bezpośrednim przeciwnikiem Dawkinsa są kreacjoniści,
Trudno odmówić racji tej ostatniej krytyce. Rzeczywiście, wydaje się,
że pełna naturalistyczna akceptacja rzeczywistości, a taką właśnie proponują
teistyczni ewolucjoniści, jest nie do pogodzenia z istotą wierzeń chrześcijańskich.
Można wierzyć w Boga i naturalistycznie wyjaśniać pochodzenia życia, poszczególnych
gatunków i człowieka, ale czy pozostając chrześcijaninem można wyjaśniać
takie wydarzenia jak dziewicze poczęcie, rozmnożenie chleba, zmartwychwstanie,
wniebowstąpienie i wiele innych opisanych w Nowym Testamencie? Nie ma jakościowej
różnicy między wykluczaniem wyjaśnień naturalistycznych w zastosowaniu
do wspomnianych wydarzeń opisanych w Nowym Testamencie, a wykluczaniem
ich także w zastosowaniu do niektórych wydarzeń ze Starego Testamentu,
zwłaszcza z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju. Jest to tylko różnica
ilościowa.
Dawkins jest więc wrogiem chrześcijaństwa zarówno w jego wersji fundamentalistycznej
(kreacjonistycznej), jak i liberalnej (teistycznego ewolucjonizmu). Oburza
się na przykład tym, że usuwanie ciąży (którą nazywa "aborcją ludzkiej
zygoty") wzbudza więcej niepokoju moralnego niż używanie do doświadczeń
laboratoryjnych dużej liczby dorosłych i inteligentnych szympansów. Nazywa
to "stosowaniem podwójnych standardów", a przyczynę znajduje w "szowinizmie
gatunkowym naszej zainspirowanej chrześcijaństwem moralności" (s. 409).
Dawkins ma swoje zdanie na temat wartości opisu stworzenia świata w
Księdze Rodzaju:
Swoją książką Dawkins dołączył do sporej liczby tych ewolucjonistów,
którzy w ewolucjonizmie widzą ideologię jakiejś przyszłej postchrześcijańskiej
cywilizacji. Poglądy prezentowane w Ślepym zegarmistrzu nie są tylko
jego prywatną filozofią. W 1990 roku Dawkins otrzymał Nagrodę Michaela
Faradaya przyznaną przez Brytyjskie Towarzystwo Królewskie za "zwiększenie
publicznego rozumienia nauki", a w 1992 roku przeprowadził w BBC serię
wykładów dla młodzieży, argumentując za tym samym naturalistycznym obrazem
świata, jaki przedstawił w
Ślepym zegarmistrzu. Zauważa się, że
podobnie jak jego amerykański odpowiednik, Carl Sagan, który w 1994 roku
otrzymał Public Welfare Medal z Narodowej Akademii Nauk za swój wkład do
edukacji publicznej, Dawkins promuje metafizyczny naturalizm przy całkowitym
poparciu elity naukowej. [49]
Omawiana książka należy do niewielkiego grona tych książek, które są
zarazem niezwykle ważne i bardzo złe. Jest ona niezwykle ważna, gdyż poglądy
prezentowane przez Dawkinsa są atrakcyjne dla coraz szerszych kręgów ludzi
kształtując ich widzenie świata. Jest bardzo zła, gdyż ewolucjonizm jest
traktowany przez Dawkinsa instrumentalnie, jest środkiem realizacji pewnego
pozanaukowego celu - walki z religią, a zwłaszcza z religią chrześcijańską.
Jest ona zła także dlatego, że jej autor przystąpił do rozprawy z przeciwnikiem,
którego poglądów nie zna, i stosuje raczej nierzetelne techniki propagandowe
niż racjonalną argumentację.
[1]
Tekst ten jest recenzją książki Richarda Dawkinsa, jaką opublikowałem w
Rocznikach
Filozoficznych 1995, t. 43, z. 3, s. 195-212.
[2]
Dawkins, Ślepy zegarmistrz...
[3]
Wydanie polskie: Richard Dawkins, Samolubny gen, Prószyński i S-ka,
Warszawa 1996.
[4]
Polskie wydanie: Richard Dawkins, Rzeka genów, Science Masters,
Wydawnictwo CIS, Warszawa 1995.
[5]
Paweł Michalak, Ślepy zegarmistrz..., Świat Nauki Lipiec 1994, nr
7 (35), s. 92.
[6]
Henryk Szarski, Obrona teorii ewolucji, Znak Styczeń (1) 1991, s.
100 [100-103].
[7]
Opinia Antoniego Hoffmana, tłumacza książki Dawkinsa i wybitnego polskiego
ewolucjonisty (Wstęp, w: Dawkins, Ślepy zegarmistrz..., s. 9 [5-10]).
[8]
Tak cytować będę recenzowaną książkę.
[9]
Por. Stephen Jay Gould, Niewczesny pogrzeb Darwina. Wybór esejów,
Biblioteka
Myśli Współczesnej, PIW, Warszawa 1991, s. 192; Theodosius Dobzhansky,
Francisco Ayala, G. Stebbins, and J. Valentine, Evolution, W.H.
Freeman, San Francisco 1977. Jeśli chodzi o literaturę kreacjonistyczną,
to por. na przykład Mieczysław Pajewski, Stworzenie czy ewolucja?,
Wydawnictwo "Duch Czasów" 1992, s. 61, 92 oraz Henry M. Morris and Gary
E. Parker, What Is Creation Science?, Master Book Publishers, San
Diego 1982 (third printing 1984), s. 50, 74-76; Paul A. Bartz, Różnorodność
świata ożywionego z kreacjonistycznego punktu widzenia, Na Początku...
1996, nr 11 (79), s. 294-298.
[10]
Krzanowska, Łomnicki, Rafiński, Szarski, Szymura, Zarys mechanizmów...,
s. 149. Podobny zarzut stawia Dawkinsowi kreacjonista Hugh Ross:
Dawkins "używa analogii małpy, która na oślep uderza
w klawiaturę maszyny do pisania. Wiemy, że prawdopodobieństwo, by ta małpa
napisała jakieś sensowne zdanie waląc na oślep w klawisze, jest bardzo
niewielkie. Jednak prawdopodobieństwo to zmienia się, jeśli mówimy tylko
o jednej literze na raz. Małpa ma w takiej sytuacji dobrą szansę - nie
tak dobrą jak 1/26, gdyż istnieją jeszcze klawisze numeryczne i klawisze
symboli oraz może powtarzać błędne uderzenia w niewłaściwe klawisze, ale
przypuszczalnie ok. 1/100, by uzyskać poprawną pierwszą literę (zwłaszcza
jeśli porzucimy zasady pisania dużych liter) we względnie krótkim okresie
czasu. Pracowita małpa może wygenerować tę literę zaledwie w kilka minut.
Otóż gdyby można było zachować tę pierwszą literę,
to małpa mogłaby wówczas zacząć pracę nad drugą literą. Zaledwie w ciągu
kilku dalszych minut małpa ta powinna w przypadkowy sposób wygenerować
poprawną drugą literę. Gdyby tę literę można było także zachować, małpa
mogłaby wtedy zacząć pracować nad trzecią literą. W ten sposób małpa potrzebuje
jedynie uderzać w klawisze maszyny do pisania zaledwie przez kilka godzin
lub dni, zanim wyprodukuje jakieś sensowne zdanie. Według Dawkinsa mutacje
pełnią rolę tej pracowitej małpy, a czynnikiem zachowującym jest dobór
naturalny.
Czy widzicie błąd w tej analogii? To, czy dana litera
ma "prawidłowe" znaczenie w zdaniu, staje się jasne tylko obserwatorowi,
który z góry wie, co zdanie to ma powiedzieć, albo temu, kto wie, z czego
się składa zdanie. W każdym z tych przypadków obserwator musi znać alfabet
maszyny do pisania oraz język, który ta małpa przypadkowo wybiera. Jeśli
obserwator nie przewiduje, jakie słowa jakieś zdanie lub pożądane zdanie
zawiera, nie ma żadnych podstaw, by określić, które przypadkowe wybory
małpy należy zachować, a które można zlekceważyć. Ktoś o większej inteligencji
niż małpa i o wiedzy na temat, czym jest sensowne zdanie, naprawdę dokonuje
wyboru - albo musi dać małpie wzorzec do naśladowania i wyćwiczyć ją w
jego realizowaniu. Inaczej można oczekiwać jedynie nonsensownych zbitek
liter.
Następnym problemem tej analogii jest to, że małpa
posiada pewien stopień zdolności intelektualnych. Ma ona mózg, centralny
układ nerwowy oraz strukturę muskularno-szkieletową, przy pomocy których
może rozumować i reagować. "Dobór naturalny" oznacza proces, a nie żywą
istotę. Proces przyrodniczy nie ma żadnej aparatury, przy pomocy której
może myśleć, dokonywać wyboru lub działać. Nie widzę więc żadnej podstawy,
by przyznawać doborowi naturalnemu te olbrzymie osiągnięcia, jakie są konieczne
by skonstruować choćby najprostszą cegiełkę (małe słowo) najprostszego
żywego organizmu (długiego i skomplikowanego zdania). Jedynie rozumny przewodnik,
mający w umyśle końcowy rezultat, mógłby określić, które składniki należy
zatrzymać, a które wymienić dla dobra jakiegoś złożonego układu. (Hugh
Ross, Impediments to the Ascent of Mount Improbable, Facts & Faith
1997, vol. 11, No. 1, s. 12-13).
Krytyka ta nie wydaje się przekonująca. Hugh Ross
zakłada, że zdaniem Dawkinsa dopiero dłuższe "zdanie" (zbiór mutacji) ma
sens, a wówczas musi istnieć jakiś inteligentny obserwator, który mając
w umyśle to "zdanie" może odpowiednio zachowywać lub odrzucać przypadkowo
otrzymane "litery" (pojedyncze mutacje). Gdyby to założenie było prawdziwe,
krytyka Hugh Rossa byłaby od początku do końca słuszna. Niestety, założenie
to prawdziwe nie jest. W opinii Dawkinsa "zdaniem" jest każdorazowy, początkowo
krótszy, potem dłuższy, zestaw "liter". "Małpa" (czyli źródło mutacji)
nie musi wystukać wielu poprawnych "liter" (mutacji), by mógł działać dobór
naturalny. On działa po dodaniu każdej "litery".
W sposób prezentowany przez Hugh Rossa rozumowania
Dawkinsa podważyć nie można. Można natomiast stawiać pytanie, jak często
zachodzą mutacje, jaki procent spośród nich ma korzystny charakter i czy
przejście od jednego gatunku do drugiego (czy od jednego stworzonego typu,
baraminu, do drugiego) może zajść drogą tysięcy niewielkich kroczków. Niektóre
rozważania (w tym samych ewolucjonistów) wskazują, że do tego celu potrzebne
są wielostronne, wieloaspektowe wzajemnie powiązane zespoły jednoczesnych
mutacji (makromutacje czyli właśnie "zdania", o których pisał Hugh Ross
w swojej krytyce). Na taką potrzebę wskazują również pewne cechy kodu genetycznego,
np. plejotropia (wpływ jednego genu na wiele cech, ale i zależność jednej
cechy od wielu genów). Jeśli krytyka Rossa ma być przekonująca, trzeba
zakwestionować jedno z podstawowych założeń Dawkinsa - gradualizm.
[11]
Kreacjoniści używają biblijnego terminu "rodzaj" zastrzegając się jednak,
że nie jest on tożsamy znaczeniowo i zakresowo z tym samym terminem znanym
ze współczesnej biologii. Niektórzy z nich używają terminu "typ", a jeszcze
inni - by ustrzec się nieporozumień - wprowadzają odrębny termin "baramin"
pochodzący z połączenia dwu hebrajskich słów występujących w Księdze Rodzaju
(bara - stworzony oraz min - rodzaj). Termin "baramin" został ukuty przez
Franka L. Marsha (Life, Man, and Time, Pacific Press Publishing
Association, Mountain View, California 1957, s. 118 oraz Variation and
Fixity in Nature, Pacific Press Publishing Association, Mountain View,
California 1976, s. 36-37).
[12]
Ten błąd logicy nazywają ignoratio elenchi czyli nieznajomość tezy
dowodzonej. Dawkins każdy, nawet niewielki, rodzaj ukierunkowanej zmiany
nazywa ewolucją (s. 214).
[13]
Niektórzy kreacjoniści jednak podobnie bez uzasadnienia (chyba że za uzasadnienie
przyjmiemy brak wyobraźni) argumentują, że ten gatunek storczyków jest
rezultatem stwórczej aktywności Boga: "Jak to możliwe, iż niezdolne do
myślenia orchidee potrafią swym zapachem i wyglądem omamić pszczoły? Takie
nadzwyczajne rozwiązania świadczą o istnieniu inteligentnego Projektanta,
którego dzieło stwórcze niezmiennie zadziwia i fascynuje" (Kiedy pszczoła
nie jest pszczołą?, Przebudźcie Się! 8 grudnia 1997, nr 23, s. 31).
[14]
Niesłusznie jednak postawił go w jednym rzędzie ze Świadkami Jehowy (s.
133). Hitching jest ewolucjonistą, tyle że niedarwinowskim: "Ewolucja życia
przez bardzo długi okres czasu jest faktem, o ile mamy wierzyć świadectwu
zebranemu w ciągu ostatnich dwu stuleci przez geologię, paleontologię (badanie
skamieniałości), biologię molekularną i wiele innych dyscyplin naukowych"
(Francis Hitching, The Neck of the Giraffe: Where Darwin Went Wrong,
Ticknor and Fields, New York 1982, s. 12).
[15]
Ian Stewart ten typ argumentu, jaki zastosował Hitching, oraz ten typ odpowiedzi,
jakiej udzielił Dawkins, komentuje tak: "Mamy tu do czynienia z werbalnym
zarzutem odpartym za pomocą werbalnego rozumowania" (Ian Stewart, Liczby
natury, Science Masters, Wydawnictwo CIS, Warszawa 1996, s.
33). Uważa on, że dopiero symulacja komputerowa ewolucji oka, wykonana
przez Daniela Nilssona i Susanne Pelger z 1994 roku [D.-E. Nilsson and
S. Pelger, A Pessimistic Estimate of the Time Required for an Eye to Evolve,
Proceedings
of the Royal Society of London 1994, B256, s. 53-58], wykazała, że
gdy dane są pewne zdolności biologiczne, takie jak komórkowa wrażliwość
na światło i ruchliwość komórek, utworzą się struktury podobne do oczu
zgodnie z darwinowską zasadą doboru naturalnego (tamże, s. 33-35).
[16]
Por. w tej sprawie prace Michaela J. Behego (Biologiczne mechanizmy molekularne.
Eksperymentalne poparcie dla kreacjonizmu, w: Jodkowski, Metodologiczne
aspekty..., s. 496-511; Michael J. Behe, Darwin's Black Box. The
Biochemical Challenge to Evolution, The Free Press, New York - London
- Toronto - Sydney - Singapore 1996; por. też recenzję tej książki: Robert
T. Mitchell, Czarna skrzynka Darwina: Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu,
Na
Początku... 1997, nr 11A (95), s. 329-332).
[17]
Właściwą więc taktyką ze strony ewolucjonistów jest wykazywanie błędności
konkretnych propozycji kreacjonistycznych, chociaż na tej drodze nie można
udowodnić, że nigdy kreacjoniści nie przedstawią przykładu naprawdę nieredukowalnie
złożonej struktury. Innymi słowy: to nie od ewolucjonistów należy oczekiwać
dowodu, ale od kreacjonistów. Tak właśnie argumentuje Rebecca J. Flietstra
(A Response to Michael Behe, http://www.christianity.net/bc/8B5034.html)
polemizując z Michaelem J. Behem (A Response to Rebecca Flietstra, j.w.;
jest to druga runda polemiki, pierwsza to artykuł Behego pt. Tulips &
Dandelions, j.w. i polemika Flietstry pt. A Misguided Quest for Proof,
j.w.; polemiki te ukazały się pierwotnie w Christianity Today, September/October
1998, vol. 4, No. 5). Flietstra przypomina, że Behe w swojej książce Darwin's
Black Box sugerował, iż do wystąpienia tzw. kaskady krzepnięcia krwi
potrzeba było 19 białek, a uczeni otrzymali potem mysz, której brakowało
dwóch elementów tej kaskady, a która mimo tego jest doskonale zdrowa (T.H.
Bugge, K.W. Kombrinck, M.J. Flick, C.C. Daugherty, M.J. Danton, and J.L.
Degen, Loss of Fibrinogen Rescues Mice from the Pleiotropic Effects of
Plasminogen Deficiency,
Cell 1996, vol. 87, s. 709-719).
[18]
Por. J. Maynard Smith, Evolutionary Genetics, Oxford University
Press, New York 1989, s. 61; M. Kimura, Evolutionary Rate at the Molecular
Level, Nature 1968, vol. 217, s. 626 [624-626]; A.S. Kondrashov,
Deleterious Mutations and the Evolution of Sexual Reproduction, Nature
1988, vol. 336, s. 439 [435-440]; Halina Krzanowska, Zapis informacji genetycznej,
w: Halina Krzanowska, Adam Łomnicki, Jan Rafiński, Henryk Szarski, Jacek
M. Szymura, Zarys mechanizmów ewolucji, Wydawnictwo Naukowe PWN,
Warszawa 1995, s. 35 [17-70].
[19]
Gould, Niewczesny pogrzeb Darwina..., s. 194. Gould jednak jest
ewolucjonistą i równie zaciekłym jak Dawkins antykreacjonistą; odpowiada
na swoje pytanie koncepcją preadaptacji oraz propozycją błyskawicznego
kształtowania się nowych gatunków, nawet w ciągu kilkuset lat.
[20]
Prawdopodobieństwo to, z negatywnymi dla teorii ewolucji wnioskami, próbowano
obliczać jeszcze w latach 1960-tych (D.E. Hull, Thermodynamics and kinetics
of spontaneous generation, Nature 1960, No. 186, s. 693-694; Murray
Eden, Inadequacies of neo-Darwinian evolution as a scientific theory, w:
P.S. Moorhead and M.M. Kaplan (eds.), Mathematical Challenges to the
Neo-Darwinian Interpretation of Evolution, Wistar Institute Press,
Philadelphia 1967, s. 5-12; Marcel P. Schützenberger, Algorithms and the
neo-Darwinian theory of evolution, w: j.w., s. 73-75; F.B. Salisbury, Natural
selection and the complexity of the gene, Nature 1969, vol. 224,
s. 342-343; tenże, Doubts about the modern synthetic theory of evolution,
The
American Biology Teacher 1971, vol. 33, s. 335-338) i później (np.
Lee M. Spetner, Natural selection versus gene uniqueness, Nature
1970, vol. 226, s. 948; Lee M. Spetner, Not By Chance! Shattering the
Modern Theory of Evolution, The Judaica Press, Brooklyn, NY 1997).
Jeśli chodzi o polską literaturę kreacjonistyczną, por. J.W.G. Johnson,
Na
bezdrożach teorii ewolucji, Wydawnictwo Michaelineum, Warszawa - Struga
1989, s. 147-148 oraz Pajewski, Stworzenie czy ewolucja?..., s.
72-75; Ariel A. Roth, Nauka przeciwko Bogu?, Na Początku..., 24
stycznia 1994, nr 2 (28), s. 16-17.
[21]
Patrz wyżej przyp. 1098.
[22]
Nie analizując innych, znacznie mocniejszych argumentów kreacjonistycznych,
Dawkins świadomie lub nieświadomie stwarza wrażenie, że Dowód na Podstawie
Niedowierzania jest jedynym argumentem kreacjonistycznym.
[23]
Jednak Montefiore, co Dawkins przyznaje (s. 74) jest ewolucjonistą i to
bardzo postępowym. Swoją postępowością niewiele ustępuje samemu Dawkinsowi:
"Istoty ludzkie są wynikiem ewolucji, zostały ukształtowane przez dobór
naturalny" (Hugh Montefiore, Confirmation Notebook. The Content of Christian
Belief, s. 20); "(...) Syn ponoszący karę, którą ja powinienem ponieść.
Taki pogląd jest niemoralny. W żadnym wypadku jedna osoba nie może cierpieć
za kary całego świata" (tamże, s. 22); "Te pojawienia się po zmartwychwstaniu
[Jezusa] przypuszczalnie są paranormalnymi doświadczeniami zwanymi czasami
'werydycznymi halucynacjami', jakie mają miejsce krótko po śmierci ukochanej
osoby" (s. 24; wszystkie cytaty za: Ken Ham, The Darwinian Earthquake,
Creation
Ex Nihilo 1994, vol. 16, No. 4, s. 30). Byłoby lepiej, gdyby Dawkins
rozważał wypowiedzi bardziej reprezentatywnych kreacjonistów niż biskup
Montefiore.
[24]
Francis Crick: "Jeśli wątpisz w moc doboru naturalnego, to - na zbawienie
swej duszy - przeczytaj książkę Dawkinsa" (słowa cytowane przez Phillipa
E. Johnsona, Reason in the Balance. The Case Against Naturalism in Science,
Law & Education, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois, 1995,
s. 76).
[25]
H. Allen Orr and Jerry A. Coyne, The Genetics of Adaptation: A Reassessment,
American
Naturalist, November 1992, vol. 140, s. 725 [725-742].
[26]
Tamże, s. 738.
[27]
Tamże, s. 726.
[28]
W książce występuje błędne tłumaczenie tego zwrotu - "teologia przyrody"
(s. 25-26).
[29]
Całą książkę Dawkinsa można uznać za wielką polemikę z Dowodem na Podstawie
Niedowierzania.
[30]
Tę nieskuteczną już dziś metodę szeroko stosuje np. książka wydana przez
Organizację Świadków Jehowy pt.
Jak powstało życie?. Przez ewolucję
czy przez stwarzanie?, Watchtower Bible and Tract Society of New York,
Inc., International Bible Students Association, Brooklyn, New York 1989.
[31]
Por. Klaus Dose, The Origin of Life: More Questions Than Answers, Interdisciplinary
Science Reviews, 1988, vol. 13, No. 4, s. 348-356.
[32]
A.G. Cairns-Smith, Genetic Takeover and the Mineral Origins of Life,
Cambridge University Press, Cambridge 1982, s. 36.
[33]
Por. w tej sprawie Dean H. Kenyon, Kreacjonistyczne ujęcie pochodzenia
życia, w: Jodkowski, Metodologiczne aspekty..., s. 489 [482-495]].
[34]
Znaczy to, że używanie słowa "dowód" w zwrocie "Dowód z Wyrafinowanego
Niedowierzania" jest błędne, sugeruje bowiem całkowitą pewność wniosku.
Używam go jednak dlatego, by nawiązać do terminologii występującej w polskim
tłumaczeniu książki Dawkinsa. Trzeba jednak zauważyć, że w oryginale angielskim
nie ma słowa proof lecz argument (por. Richard Dawkins, The
Blind Watchmaker, Longman Scientific & Technical 1986, s. 38),
polskie tłumaczenie jest więc niedokładne.
[35]
Idei organów szczątkowych nie podnosi się już chyba od kilkudziesięciu
lat (krytykę tej idei por. w: J. Bergman and G. Howe, 'Vestigial Organs'
are Fully Functional, CRS Books, Terre Haute, Indiana 1990). Jeśli
chodzi o "śmieciową informację genetyczną", to Dawkins afirmatywnie wspomina
o niej: "O dziwo, zaledwie około 1 procentu informacji genetycznej zawartej,
na przykład, w komórce ludzkiej jest rzeczywiście wykorzystywane (...).
Nikt nie wie, po co komórce pozostałe 99 procent informacji. W swojej poprzedniej
książce zasugerowałem, że te 99 procent może mieć charakter pasożytów,
żyjących kosztem wysiłku owego 1 procentu. Tę teorię 'samolubnego DNA'
podjęli niedawno biolodzy molekularni" (s. 188-189). Zdaje się jednak,
że idea "śmieciowego DNA" dożywa swoich ostatnich dni - próby usuwania
rzekomo nonsensownej informacji z chromosomów prowadziły do ich rozpadu,
co może świadczyć, że informacja ta pełni istotną rolę w integracji chromosomów
i naprawie uszkodzonych części (por. Rachel Nowak, Mining treasures from
"Junk DNA", Science, 4 February 1994, vol. 263, s. 608-610). Biologowie
molekularni z Harvard Medical School oraz fizycy z Uniwersytetu Bostońskiego
przebadali 37 sekwencji DNA, zawierających 50 000 par nukleotydów z różnych
organizmów. Okazało się, że "śmieciowe" DNA posiada własności "językopodobne"
i faktycznie zapisane jest w specjalnym języku, odmiennym od "kodu" genów
(Does nonsense DNA speak its own dialect?, Science News, 1994, December
10, vol. 164, #24; artykuł powołuje się na Physical Review Letters
z 5 grudnia 1994 roku). Dalsze badania wykazały, że mutacje w pewnym intronie
(a według niektórych introny należą do "śmieciowego" DNA) oddziałują na
wpojenie (wdrukowanie, imprinting), proces w trakcie którego tylko
niektóre geny, od ojca lub od matki, nie oba, podlegają ekspresji. Ekspresja
obu genów przynosi rezultat w postaci chorób i nowotworów. Odkryty intron
w jakiś sposób sprzyja transkrypcji antysensownej sekwencji RNA, która
uczestniczy w tłumieniu ekspresji ojcowskiego genu (por. W. Reik and M.
Constancia, Making sense of antisense?, Nature 1997, vol. 389, s.
669-671).
[36]
Por. np. The Panda's Thumb: More Reflections in Natural History,
W.W. Norton and Company Publishers, New York 1980; Evolution and the Triumph
of Homology, or why History Matters, American Scientist 1986, vol.
74, No. 1, s. 60-69 i Niewczesny pogrzeb Darwina..., s. 135.
[37]
Por. np. M.T. Ghiselin, The Triumph of the Darwinian Method, University
of California Press, 1969; J. Cherfas, The difficulties of Darwinism, New
Scientist, May 17, 1984, s. 28-30; George Williams, Światełko mydliczki.
O planie i celowości w przyrodzie, Science Masters, Wydawnictwo
CiS, Warszawa 1997.
[38]
Na pierwszeństwo Blytha zwrócił uwagę Loren C. Eiseley, profesor antropologii
i historii nauki na Uniwersytecie Pennsylvanii: "główne cele pracy Darwina
- walka o byt, zmienność, dobór naturalny i dobór płciowy - wszystkie są
w pełni wyrażone" w artykule Blytha z 1835 roku (Loren Eiseley, Darwin
and the Mysterious Mr. X, E.P. Dutton, New York 1979, s. 55). Eiseley
stwierdził też, że "Darwin wykorzystał dzieło Blytha, nie przyznając się
do tego" (tamże, s. 59). W tej sprawie por. Paul G. Humber, Dobór naturalny
to pomysł pewnego kreacjonisty, Na Początku... nr 8A (90), s. 201-207.
Por. też opinię Gary'ego E. Parkera w: Morris and Parker, What Is Creation...,
s. 48 oraz powtarzającego za nim tę opinię Mieczysława Pajewskiego, Darwin
i natura zmiany biologicznej - dobór naturalny (cz. I), Duch Czasów
1986, nr 12, s. 10 [7-11]; tenże, Stworzenie czy ewolucja?..., s.
59, 66. Jednak czołowy kreacjonista współczesny, Henry M. Morris, twierdzi,
że koncepcję doboru naturalnego formułował już Erazm Darwin, dziadek Karola
Darwina, w swojej książce Zoonomia (Henry M. Morris, History
of Modern Creationism, Second Edition, Institute for Creation Research,
Santee, CA 1993, s. 35; por. też C.D. Darlington, The Origin of Darwinism,
Scientific
American, May 1959, No. 201, s. 62-66 oraz A.G. Tilney, Erasmus Darwin:
the True Father of Evolution, Evolution Protest Movement, pamphlet
No. 88, July 1971), a nawet jeszcze wcześniej, bo sto lat przed Karolem
Darwinem, francuski uczony Pierre Maupertuis (por. Morris, History of
Modern Creationism..., s. 37).
[39]
Por. Morris and Parker, What Is Creation Science?..., s. 84-85;
Pajewski, Stworzenie czy ewolucja?..., s. 91-92.
[40]
Ten argument Dawkinsa ostatnio powtórzył Kenneth R. Miller, profesor biologii
na Brown University (Life's Grand Design, Technology Review, February
1994, vol. 97, No. 2), a wcześniej wysuwał go William M. Thwaites (An Answer
to Dr. Geisler - From the Perspective of Biology, Creation/Evolution,
Summer 1983, Issue XIII, s. 19 [13-20]; Design: Can We See the Hand of
Evolution in the Things It Has Wrought?, Proceedings of the 63rd Annual
Meeting of the Pacific Division, American Association for the Advancement
of Science, 1984, vol. 1, Part 3, s. 210). Z argumentami Thwaitesa polemizował
H.S. Hamilton (The Retina of the Eye - An Evolutionary Road Block, Creation
Research Society Quarterly 1985, vol. 22, No. 2, s. 62-63 [59-64] powołując
się na fachową literaturę i dochodząc do wniosku, że "zamiast być wielką
wadą, 'przekleństwem' czy niepoprawną konstrukcją, odwrócona siatkówka
jest olbrzymią zaletą, jeśli chodzi o funkcjonowanie i projekt, w porównaniu
z prostym i mniej skomplikowanym nieodwróconym ustawieniem".
[41]
Por. Carl Wieland, Seeing back to front, Creation Ex Nihilo, March-May
1996, vol. 18, No. 2, s. 38-40. Oftalmolog z Uniwersytetu w Glasgow tak
argumentuje na ten temat: "struktury odbierające światło w komórkach fotoreceptora
umieszczone są w kolumnie dysków. Dyski te są stale zastępowane przez formujące
się nowe dyski na końcu kolumny, spychając tym samym starsze dyski w dół
kolumny. Na drugim końcu kolumny są one 'połykane' przez pojedynczą warstwę
komórek nabłonkowych pigmentu siatkówki (RPE). Komórki RPE są bardzo aktywne
i z tego powodu wymagają dużego dostarczania krwi przez naczyniówkę oka.
Inaczej niż to jest z siatkówką, która praktycznie jest przezroczysta,
naczyniówka praktycznie rzecz biorąc jest nieprzezroczysta z powodu dużej
liczby czerwonych ciałek krwi. Gdyby siatkówka była ustawiona tak, jak
sugeruje profesor Richard Dawkins, to naczyniówka musiałaby przechodzić
między komórkami fotoreceptora i światłem, gdyż komórki RPE muszą utrzymywać
bezpośredni kontakt zarówno z naczyniówką, jak i fotoreceptorami, by spełniać
swoją funkcję. Każdy, kto miał nieszczęście wylewu krwi przed siatkówką,
może poświadczyć, jak dobrze czerwone ciałka krwi blokują światło. (...)
Myśl, że oko jest podłączone tyłem do przodu, pochodzi z braku wiedzy na
temat funkcjonowania i anatomii oka" (An eye for creation. An interview
with eye-disease researcher Dr George Marshall, University of Glasgow,
Scotland, Creation Ex Nihilo, September-November 1996, vol. 18,
No. 4, s. 20 [19-21]).
[42]
W. Bloom and D. Fawcett, A Textbook of Histology, Saunders, Philadelphia
1975.
[43]
R.M. Adams, Must God Create the Best?, w: T.V. Morris (ed.), The Concept
of God, Oxford University Press, Oxford, New York 1987, s. 91-106.
[44]
Szarski, Obrona..., s. 102.
[45]
Z napisanej przez Dawkinsa recenzji książki Maitlanda Edeya i Donalda Johansona,
Blueprints, New York Times Book Review, 9 kwietnia 1989 (dziękuję
prof. Lloydowi Eby'emu z University of Maryland University College za udostępnienie
mi tego i następnego cytatu z recenzji Dawkinsa).
[46]
Dawkins gdzie indziej sam siebie opisał jako "wojującego ateistę z dużym
stopniem wrogości do religii" (patrz Thomas Bass, Interview with Richard
Dawkins, Omni January 1990, vol. 12, No. 4, s. 86 [57-60, 84-89];
cyt. za: Bert Thompson, The Implications of Evolution, Reasons &
Revelation, October 1997, vol. 17, No. 10, s. 74 [73-78]).
[47]
Dawkins, Recenzja książki Edeya i Johansona, j.w.
[48]
Richard Dawkins, Viruses of the Mind, Free Inquiry, Summer 1993,
vol. 13, No. 3, s. 34-41.
[49]
Por. Johnson, Reason in the Balance..., s. 76.
[50]
Kiedy na przykład pisze, że "gdyby nic we wszechświecie nie miało więcej
niż 6000 lat, nie można byłoby widzieć ciał niebieskich odległych od nas
o ponad 6000 lat świetlnych, niewidzialna byłaby zatem Droga Mleczna ani
żadna inna ze 100 miliardów galaktyk, których istnienie uznaje współczesna
kosmologia" (s. 454-455), to wygląda na to, że nic nie słyszał o Philipie
Gosse i jego książce Omphalos: An Attempt to Untie the Geological Knot,
której główną ideę Henry M. Morris, czołowy zwolennik kreacjonizmu młodej
Ziemi, uwspółcześnił i zastosował właśnie do problemu postawionego przez
Dawkinsa w powyższym cytacie - fale światła miały być stworzone razem z
odległymi ciałami niebieskimi (por. np. Morris, Scientific Creationism...,
s. 209-210; Morris odrzucił jednak pogląd Gossego, że w podobny sposób
zostały stworzone skamieniałości). Poglądom kreacjonistów młodej Ziemi
można stawiać trafne zarzuty, ale akurat nie te, jakie wytacza Dawkins.
Ponadto w całej książce nie ma śladu, by Dawkins słyszał o znacznie sensowniejszej
odmianie kreacjonizmu, która akceptuje wielomiliardowy wiek Wszechświata
i Ziemi, o tzw. kreacjonizmie starej Ziemi.
Jeśli chodzi o najnowszą koncepcję unikającą problemu
widzenia odległych obiektów w młodym Wszechświecie, patrz Carl Wieland,
Cosmic Breakthrough!, Creation Ex Nihilo, December 1994 - February
1995, vol. 17, No. 1, s. 37-39 (przedruk w Bible-Science News 1995,
vol. 33, No. 4, s. 20-21; tłum. polskie: Kosmiczny przełom, Na Początku...
1997, nr 11A (95), s. 314-318) oraz D. Russell Humphreys, Seeing Distant
Stars in a Young Universe: A New Creationist Cosmology, Bible-Science
News May 1995, vol. 33, No. 4, s. 14-17 (tłum. polskie: Widok odległych
gwiazd w młodym Wszechświecie: nowa kreacjonistyczna kosmologia, Na
Początku... 1997, nr 11A (95), s. 318-328).
Są dziś na świecie zwierzęta wspaniale ilustrujące każde stadium
tego continuum - latające żaby z błoną między palcami, węże nadrzewne ze
spłaszczonym, podtrzymującym je w powietrzu ciałem, jaszczurki z płatami
skóry wzdłuż ciała. Są także rozmaite gatunki ssaków latających, wyposażone
w błony rozciągnięte między członkami i wskazujące, w jaki sposób powstały
nietoperze. Wbrew całej literaturze kreacjonistycznej pospolite są nie
tylko zwierzęta "z połową skrzydła", ale również z jedną czwartą skrzydła,
trzema czwartymi i tak dalej. (s. 149)
Nie chodzi mi o to, że kilka czy kilkanaście przykładów nie stanowi continuum,
jest to właściwa dla eseju popularnonaukowego licentia poetica.
Chodzi mi raczej o to, że podane przykłady nie stanowią kolejnych stadiów
powstawania skrzydła.
Przodkowie chrząszcza kanoniera po prostu zmusili związki chemiczne,
które i tak już w ich ciele występowały, do pełnienia nowej funkcji. (s.
145)
Po prostu zmusili! A Szarski pisał, że Dawkins "Nie oszczędza miejsca,
lecz wyjaśnia każde zagadnienie szeroko i przystępnie, bez skoków myślowych". [21]
Teraz już przynajmniej wiadomo, co dla Szarskiego znaczy nieoszczędzanie
miejsca, wyjaśnianie szerokie i bez skoków myślowych.
Małe kroczki ewolucji czy duże skoki... wyobraźni?
... wydaje się, że nie ma to wyjaśnienia darwinowskiego. ...Nie
jest to łatwiejsze do wyjaśnienia... Trudno zrozumieć... Niełatwo jest
zrozumieć... Równie trudno wyjaśnić... Wydaje mi się to trudne do pojęcia...
Niełatwo mi dostrzec... Trudno mi zrozumieć... Nie wydaje się, by można
to było wyjaśnić... Nie wiem, w jaki sposób... Neodarwinizm nie może, jak
się zdaje, wyjaśnić wielu komplikacji zachowania się zwierząt... Niełatwo
jest sobie wyobrazić, w jaki sposób takie zachowania mogłyby powstać w
drodze ewolucji wskutek działania samego tylko doboru naturalnego... To
niemożliwe... Jak mógłby powstać w drodze ewolucji organ tak skomplikowany?
...Niełatwo jest dostrzec... Trudno sobie wyobrazić... (s. 74-75).
Skoro głównym orężem kreacjonisty - zdaje się sądzić Dawkins - jest niemoc
wyobraźni, to należy zrobić wszystko, by wyobraźnię tę wspomóc. Trzeba
przyznać, robi to dobrze. Po przeczytaniu książki czytelnik nie ma już
wątpliwości, że ewolucja postępująca małymi krokami przez setki milionów
lat mogła doprowadzić do niezwykłej różnorodności świata ożywionego. Dawkins
skutecznie przezwycięża opór wyobraźni czytelnika. [24]
Tak rzeczywiście mogło być. Ale czy tak rzeczywiście było? Czy do zaakceptowania
teorii ewolucji wystarczy pokonać niedostatki wyobraźni?
Dochodzimy do nieoczekiwanego wniosku, że poparcie empiryczne
dla ujęcia neodarwinowskiego jest niewielkie: jego podstawy teoretyczne
i świadectwo eksperymentalne popierające je są słabe. Nie ma wątpliwości,
że mutacje prowadzące do wielkich efektów są czasami istotne w adaptacji. [27]
Ale zdaniem Dawkinsa:
Teoria ewolucji w drodze kumulatywnego doboru naturalnego to
jedyna znana dzisiaj teoria zdolna do wyjaśnienia powstania uporządkowanej
złożoności organizmów. Nawet gdyby nie było danych na jej poparcie, to
i tak byłaby to najlepsza dostępna nam teoria! W rzeczywistości jednak
obserwacje teorię tę potwierdzają. (s. 492)
Szkoda tylko, że obserwacji tych nie omówił w swojej książce. Znajduje
się tam natomiast sporo pomysłowego bagatelizowania i "odtłumaczania" faktów
niezgodnych z jego wersją teorii ewolucji: tego, że chemikom nie udało
się stworzyć życia w laboratorium (s. 264), znajdowania hemoglobiny także
u roślin motylkowych (s. 277), braku form przejściowych w zapisie kopalnym
(s. 358), nagłego pojawienia się różnorodnych form życia w warstwach kambryjskich
(s. 359) itd. Niżej podpisany nie pretenduje do kompetencji w sprawach
biologicznych i może jedynie rozłożyć ręce widząc cytowaną wyżej fundamentalną
rozbieżność wypowiedzi samych biologów. Ale dla celu tego omówienia - metodologicznej
analizy książki Dawkinsa - spostrzeżenie Orra i Coyne'a jest niezwykle
cenne. Pozwala bowiem zrozumieć, dlaczego Ślepy zegarmistrz jest
tak przeideologizowaną książką (o czym niżej) - brak argumentów faktualnych
zmusza do sięgnięcia po argumenty innej natury.
Wnioskowanie o projekcie
Argument z niedoskonałości
Czaszka płaskich ryb kostnoszkieletowych stanowi skręcone i
zniekształcone świadectwo ich ewolucji. Jej niedoskonałość bardzo dobrze
odzwierciedla ich dawne dzieje, historię stopniowych zmian, a nie przemyślanego
projektu. Żaden rozsądny projektant nie wymyśliłby takiego potwora, gdyby
dać mu pełną swobodę tworzenia płaskiej ryby na czystej rysownicy. Podejrzewam,
że większość projektantów wymyśliłaby coś w rodzaju płaszczki. (s. 153)
Jednak ta argumentacja jako wymierzona przeciwko kreacjonistom jest chybiona.
Wspominałem już, że ci ostatni nie kwestionują istnienia zmienności biologicznej,
tylko ograniczają ją do zmian wewnątrz stworzonych typów (rozumiejąc te
ostatnie szerzej niż gatunki). Akceptują oni także istnienie mutacji i
doboru naturalnego twierdząc nawet, że koncepcja doboru naturalnego została
wymyślona przez kreacjonistę Edwarda Blytha jeszcze przed Darwinem, bo
w 1835 roku. [38]
W ich ujęciu dobór naturalny jest odpowiedzialny za obserwowaną zmienność
wewnątrzgatunkową dostosowującą stworzone typy do rozmaitych środowisk.
Negują "jedynie" rolę doboru jako czynnika sprawczego makroewolucji, powstawania
nowych gatunków poprzez ekspansję puli genetycznej. Dodatek "poprzez ekspansję
puli genetycznej" jest istotny, gdyż kreacjoniści akceptują nawet powstawanie
nowych gatunków (odmian jakiegoś gatunku, które już się nie krzyżują),
o ile gatunki te powstały wskutek redukcji oryginalnej puli genetycznej. [39]
Kreacjoniści krytykują więc teorię doboru naturalnego, ale nie jako takiego,
lecz jako - rzekomego ich zdaniem - czynnika makroewolucji.
Każdy inżynier zakładałby naturalnie, że komórki światłoczułe
są skierowane do światła, a ich przewody biegną do tyłu, w stronę mózgu.
Wyśmiałby pomysł, że komórki światłoczułe są odwrócone od światła, a ich
przewody wyprowadzone są po stronie najbliższej źródła światła. A jednak
tak właśnie jest skonstruowana siatkówka oka u każdego kręgowca. W konsekwencji
- każda komórka światłoczuła jest podłączona tyłem do przodu, a jej przewód
sterczy w stronę światła. Wszystkie przewody biegną po powierzchni siatkówki
aż do miejsca, gdzie przechodzą przez dziurkę w siatkówce (tzw. plamka
ślepa), żeby połączyć się ze sobą w nerw wzrokowy. Oznacza to, że światło
wcale nie ma swobodnego dostępu do komórek światłoczułych i musi przechodzić
przez cały las drutów, prawdopodobnie ulegając przy tym pewnemu osłabieniu
i załamaniu (w gruncie rzeczy te efekty są, jak się wydaje, słabe, ale
chodzi tu przecież o zasadę, która byłaby nie do przyjęcia dla żadnego
porządnego inżyniera). (s. 155)
Oczy ośmiornicy są bardzo podobne do ludzkich, tyle że przewody
wychodzące z komórek światłoczułych nie są skierowane w stronę światła,
jak to jest u człowieka. Pod tym względem oczy ośmiornicy skonstruowane
są rozsądniej od naszych. (s. 157) [40]
Ludzkie oko odbiera światło o długości od 400 do 700 nanometrów. Gdyby
było "rozsądniej" zbudowane, to do komórek światłoczułych docierałoby promieniowanie
ultrafioletowe, które obecnie ulega rozproszeniu "przechodząc przez cały
las drutów". Oczy bezkręgowców odbierają promieniowanie o długości nawet
300 nanometrów, muszą więc być inaczej zbudowane. Oczy ośmiornic i kałamarnic
ze względu na środowisko życia muszą być tak zbudowane, by odbierać całe
dostępne światło. [41]
W literaturze biologicznej istnieją opisy funkcji spełnianych lepiej przez
"niedoskonały projekt" ludzkiego oka. [42]
W literaturze filozoficznej zaś zauważa się, że nie ma powodu, by Bóg "musiał"
stwarzać doskonałe organizmy biologiczne. [43]
Ewolucjonizm jako narzędzie walki z religią
Z punktu widzenia Darwina cała wartość teorii ewolucji w drodze
doboru naturalnego polega właśnie na tym, że dostarcza ona nie-cudownego
wyjaśnienia, w jaki sposób powstają złożone przystosowania organizmów.
(s. 390)
ale pewne fragmenty jego książki wskazują, że jego wrogiem są nie tylko
fundamentaliści, ale religia jako taka, a zwłaszcza chrześcijaństwo. [46]
Krytykuje nie tylko zwolenników tzw. specjalnych aktów stwórczych, ale
także tych, którzy przyjąwszy ewolucjonizm starają się "wprowadzić Boga
tylnymi drzwiami" (s. 491). Przeciw teistycznym ewolucjonistom wytacza
argument, że w ich ujęciu Bóg jawi się jako gigantyczny oszust, gdyż "dba
o to, by Jego interwencje zawsze przypominały działania, jakich można by
się spodziewać po ewolucji wskutek doboru naturalnego" (s. 491), a także
to, że przekonania takie są zbędne, skoro wszystko da się wyjaśnić naturalistycznie
(zastosowanie brzytwy Ockhama - Bóg w schemacie teistycznego ewolucjonizmu
jest bytem ponad konieczność).
Niemal wszystkie ludy mają swoje mity o stworzeniu świata,
a historia opisana w Genesis wyróżnia się tylko tym, że została przyjęta
przez pewne szczególne plemię pasterzy na Bliskim Wschodzie. Jej status
nie odbiega specjalnie od przekonań pewnego zachodnioafrykańskiego plemienia,
które wierzy, że świat stworzony został z odchodów mrówek. (s. 490)
Swój stosunek do religii Dawkins opiera na teorii ewolucji i ujmuje ją
w kategoriach wojny: "cywilizacja jest w stanie wojny. Jest to wojna z
religijną bigoterią". [47]
Ludzi wierzących uważa za zainfekowanych czymś analogicznym do wirusa komputerowego.
Gdyby jeszcze każdy pogląd uznał za analogon wirusów komputerowych, to
mielibyśmy ciekawą odmianę znanej w filozofii nauki tezy o uteoretyzowaniu
obserwacji. Ale tak nie jest. To tylko religia jest "wirusem umysłu", "skutecznym
pasożytem umysłu". Nauka (a więc i teoria ewolucji) nie jest wirusem, tak
jak nie wszystkie programy komputerowe są wirusami. [48]
Podsumowanie
